Zdarzyło Ci się kiedyś usłyszeć niewiarygodną historię od znajomego znajomego? Tutaj zamieszczam właśnie takie historie. Legendy miejskie, bo o nich mowa, są to relacje z wydarzeń nieprawdziwych, które jednak mają znamiona prawdopodobieństwa i jako takie postrzegane są przez osoby je rozpowszechniające.
Kategorie: Wszystkie | inne | legendy amerykańskie | legendy polskie
RSS
niedziela, 01 sierpnia 2010
Martwy profesor

Studentka filologii angielskiej na uniwersytecie w Adelajdzie w Australii kończyła pracę zaliczeniową, której termin oddania mijał właśnie tego dnia o północy. Zanim skończyła zrobiło się późno, ciemno i zaczął padać ulewny deszcz.

Musiała ją jednak złożyć w terminie, do skrzynki umieszczonej na szóstym piętrze budynku, zwanego Blokiem Napiera. Zanim przebiegła przez kampus i dotarła na miejsce była przemoknięta do suchej nitki.

W budynku było już prawie pusto, nawet sprzątający skończyli pracę i rozeszli się do domów, nigdzie nie paliło się światło. Blok był pogrążony w kompletnej ciemności.

Dziewczyna bardzo się bała, ale mimo to podeszła wezwać windę. Chwilę to trwało zanim winda zawiozła ją na szóste piętro. Gdy z niej wychodziła nie zauważyła, że w jednym z oddalonych pokojów ciągle pali się światło.

Podeszła do skrzynki, wrzuciła pracę i wróciła do windy. Wcisnęła guzik i czekała aż winda przyjedzie, czując przy tym coraz większy niepokój. Drzwi się otworzyły.

Jeden z profesorów, pomimo nocnej pory, skończył pracę dopiero w tym momencie. Wyszedł z pokoju, zgasił światło i widząc, że winda jest na jego piętrze, a drzwi są otwarte, przebiegł korytarz, aby jeszcze zdążyć do niej wsiąść.

Przerażona studentka jednak ani myślała zabierać pasażera. Krzyknęła: „Przepraszam, będzie pan musiał zaczekać na następną!”. Szybciej zamknęła drzwi. Profesor wyglądał na zszokowanego i zrozpaczonego. Zjechała na dół i po tym niezbyt chwalebnym uczynku, wróciła do swojego pokoju.

Następnego dnia miała wyrzuty sumienia związane z całym zajściem i postanowiła odwiedzić profesora i go przeprosić. Poszła do jego gabinetu, ale drzwi były zamknięte. Zaczęła go więc szukać na wydziale anglistyki.

Tam poinformowano ją, że profesor nie żyje. Dostał wczorajszej nocy zawału serca. Nie był to atak zbyt rozległy, ale kiedy upadał na podłogę przed drzwiami windy, nie był w stanie wcisnąć guzika i ją przywołać. Dopiero następnego dnia rano znalazła go jakaś sprzątaczka, ale profesor już nie żył.

Istnieją pogłoski, że kiedy późno w nocy pasażer wsiądzie do windy w Bloku Napiera, ona zawsze zabiera go na szóste piętro, a gdy spojrzy w lustro na jej tylnej ścianie, w momencie kiedy zamykają się drzwi, zobaczy przerażające odbicie twarzy martwego profesora.

W deszczową noc, dokładnie o północy lepiej nie patrzeć na Blok Napiera. Można wtedy dostrzec jak w pokoju na szóstym piętrze migają kilkakrotnie światła. To jego dawny właściciel wyładowuje swoją złość. 

źródło: M. Barber, Legendy miejskie, s. 123-125.

 
* Jest to więc opowieść z dreszczykiem, która dodatkowo zawiera morał. Co ciekawe, dla każdego inny. Jeden pomyśli: „pomagaj bliźnim w każdych okolicznościach”, a inny: „nigdy nie przytrzymuj windy profesorom, a może się uda?!”.

** Dzisiaj od rana media trąbią o półmetku wakacji, więc ta legenda jest dedykowana tym wszystkim, którzy się przejęli i ciągle nie chcą w to uwierzyć. Chociaż przypominam, że studentom zostało jeszcze 15 dni do półmetka…

14:51, szperacz_folklorysta , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 lipca 2010
Żona nie wysłała losu...

"Wyjechał mąż na konferencję do Warszawy, a żonie oddał los, by go wysłała. Wieczorem w hotelu usłyszał liczby i ogłosił wszystkim, że jest bogatym człowiekiem, bo trafił w szóstkę. Wraca do domu, a ten los leży na stoliku, żona go nie wysłała".

źródło: D. Czubala, Nasze mity współczesne, s. 28.

23:16, szperacz_folklorysta , legendy polskie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 lipca 2010
Pyton chciał zjeść swoją właścicielkę

To bardzo popularna historia, panosząca się w Internecie od dłuższego czasu. Jej bohaterką jest kobieta, która posiada węża, najczęściej pytona, który będąc zwierzątkiem domowym, często sypia z nią w łóżku. Jednak pewnego dnia wąż zaczyna dziwnie się zachowywać...

„Historia wydarzyła się koleżance. Dziewczyna hodowała pytona (pytony nie maja kłów jadowych, czy jak tam to się nazywa) . Wąż był już dość spory i nie trzymała go w żadnym specjalnym terrarium tylko luzem w mieszkaniu. Wąż snuł się w po domu, wylegiwał na meblach i parapetach.
Ale pewnego dnia przestał jeść. Po kilku dniach jego głodówki zaniepokojona właścicielka zabrała go do weterynarza. Ten obejrzał i powiedział, że wygląda na zdrowego. Koleżanka zabrała go do chaty, ale sytuacja jeszcze przez kilka dni się utrzymywała - dalej nie jadł. Pewnej nocy obudziła się i zobaczyła go obok siebie na łóżku swojego węża wyciągniętego wzdłuż niej jak kij od miotły. W pierwszej chwili przestraszyła się, że zdechł, ale okazało się, że żyje.
Następnego dnia zabrała go znowu do weterynarza i opowiedziała, ze dalej nie je, a poza tym wspomniała o dziwnej sytuacji w nocy. Dzięki wyjaśnieniom weterynarza okazało się, że pytony właśnie w taki sposób mierzą czy są wystarczająco długie, żeby połknąć swoją ofiarę. : ) Łatwo się domyśleć, dlaczego przestał jeść...”

źródło: http://www.historyjki.com/top10.php


„Wczoraj byłem w ZOO i kumpela opowiadała mi o kobiecie która miała w domu jakiegoś wężą , nie znała konkretnie gatunku ale niewątpliwie był to wąż..;p ...otóż...właścicielka trzymała go w otwartym terrarium bo nigdy nie wychodził...ale zachowywał się dziwnie...ponoć od 3 miesięcy nie chciał nic jeść...
Pewnego razu kobieta obudziła się a przy niej na łóżku leżał on rozciągnięty na całą długość ...
Kobieta martwiąc się o swojego pupila poszła zasięgnąć języka u specjalisty...Co się okazało?
Weterynarz oznajmił jej że najwidoczniej wąż szykował się do skonsumowania jej, dlatego właśnie przygotowywał się przez te 3 miesiące ..a potem oceniał długość jej ciała...czy byłby w stanie ją połknąć (węże połykają ofiary a potem trawią przez długi okres, zależy od wielkości nawet kilka miesięcy)...”

źródło: http://www.hcfor.pl/wiat-zwierz-t/3929-retro-walka-pyton-vs-tygrys.html


„'grysmast' wiesz taka moja kumpela sama jest, meza nie ma w chalpie siedzi i pracuje non stop
'grysmast' postanowila sobie kupic zwierzatko, zdecydowala sie na pytona ;P
'enjoy' pytuś go nazwala
'enjoy' o.O
'grysmast' no i sluchaj dalej, tak sie z nim zaprzyjaznila ze zaczela z nim spac
'grysmast' zawsze sie obok niej tak obwijal i bylo spoko
'grysmast' ale po jakims czasie przestal wogole jesc i jak obok niej lezal to sie juz nie obwijal tylko tak prostowal i sztywnial
'grysmast' no to babka pomyslala ze pytuś chory czy cus
'grysmast' wkoncu pupilek...
'grysmast' poszla z nim do weterynarza tylko ten jej powiedzial ze sie gadami nie zajmuje
'grystmast' to wyjechala do warszawy do specjalisty
'grysmast' a on jej ze pytuś sie na nia mierzy - nic nie je zeby zrobic sobie na nia miejsce a prostuje sie zeby sprawdzic czy jest juz wystarczajaco duzy zeby ja polknac
'grysmast' juz z nim nie wrocila
'enjoy' o_O o_O”

źródło: http://www.kretyn.com/41184


"ja mimo ze kocham zwierzęta, uwazam ze tych egzotycznych nie powinno sie trzymac w domach. mam na to przyklad:
pewna znajoma hodowala w domu węża, pytona. wszystko bylo w porzadku, ale nagle wąz przestał jesc, i nie spal jak zwykle, zwinięty w kłębek, tylko wyprostowany. po dwoch tygodniach kobieta zadzwonila po weterynarza, bo zaniepokoila sie o pupila. weterynarz po wysluchaniu kobiety zadzwonil do schroniska i powiedzial zeby jak najszybciej zabrali weza z domu. zdziwiona wlascicielka spytała: - dlaczego? wtedy weterynarz wyjasnil jej, ze wąz glodzil sie, bo przygotowywal sie do zjedzenia czegos "większego" czym prawdopodobnie miala byc wlasnie ona, i lezal wyprostowany, zeby sprawdzic czy pomiesci zdobycz w calosci....  
az mi ciarki przeszly jak o tym uslyszalam ;/
to chyba wyjasnia skad moje uprzedzenie do tego typu zwierząt, one przeciez kieruja sie instynktem i przynajmniej dla niektorych z nich, czlowiek jest po prostu zdobyczą..."

źródło: http://forum.photoblog.pl/index/topic/tid/453


* Kilka zdjęć węży, które (prawdopodobnie) zjadły człowieka, uprzedzam, że niektóre są drastyczne:
http://www.blackbearheaven.com/man-eating-snake.htm

17:53, szperacz_folklorysta , legendy polskie
Link Komentarze (9) »
wtorek, 13 lipca 2010
Sprawiedliwość za kierownicą

Rzecz działa się wieczorem. Młoda kobieta jechała dżipem z napędem na cztery koła przedmieściami Johannesburga, kiedy w pewnym momencie zobaczyła porzucone auto tarasujące drogę.

Był to odcinek trasy na którym często dochodziło do kradzieży samochodów, dlatego nie zatrzymała się, ale dodała gazu, zjechała na trawiaste pobocze, wyminęła auto i wskoczyła z powrotem na szosę.

Po powrocie do domu zawiadomiła telefonicznie policję o tym co się stało i niczego złego nie podejrzewając poszła spać. Z samego rana obudzili ją policjanci. Wypytywali o wydarzenia minionego wieczoru. Kobieta opowiedziała co się stało.

Po wysłuchaniu relacji policjanci poinformowali ją, że podczas manewru najprawdopodobniej zabiła czterech mężczyzn, których schowali się, przygotowując na nią zasadzkę.


Legenda ta rozpowszechniła się w połowie lat 90. w RPA i była dobrze znana w całej Afryce Południowej. Warto dodać, że Republika Południowej Afryki ma najwyższy na świecie wskaźnik porwań samochodów. Rocznie zdarza się tam około 16 tysięcy uprowadzeń, z których średnio 57 kończy się zabiciem kierowcy. Jest fałszywa, ale chętnie powtarzana, ponieważ tutaj to sprawiedliwość odniosła zwycięstwo, a nie bandyci.

źródło: M. Barber, Legendy miejskie, 2007, s. 212-214.


* Johannesburg to miasto w północno-wschodniej części RPA, od 1994 stolica prowincji Gauteng w zagłębiu Witwatersrand. Johannesburg był jednym z gospodarzy Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2010 w RPA (więc nawet po mundialu jest mundialowo).

 

13:07, szperacz_folklorysta , inne
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 czerwca 2010
Kleszcz - zabójca

„Słyszałam, że gdzieś tam za Łagowem miało być wesele. Ten młody poszedł z kolegami do lasu po świerk na koronę. Jak łamali gałęzie, spadł na niego kleszcz i ten chłopak zachorował na opony mózgowe – to jest śmiertelne – i umarł. Zamiast wesela miał pogrzeb. Teraz tyle mówią o tych kleszczach. A ty się nie boisz? Tyle chodzisz po lesie”.

źródło: D. Czubala, Nasze mity współczesne, s. 90-91.

17:12, szperacz_folklorysta , legendy polskie
Link Komentarze (7) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
Polecane strony:
www.jaknapisac.com
www.mojasocjologia.pl
www.pracamagisterska.net

Share |




Mark Barber wydał w 2007 roku książkę na temat legend miejskich, w której spisał legendy z całego świata i wyjaśnił, które z nich mają ziarno prawdy, a które są zupełną bujdą.

Top 24 - Katalog Dobrych Stron